Od czerni do bieli
Spoglądając na swoje starsze zdjęcia i śledząc zmiany, jakie zachodziły w nich z upływem czasu, zauważyłem kilka prawidłowości. Pierwsza dotyczy fotografii studyjnej (bo od tej zaczynałem). Na początku moim ulubionym tłem było czarne. Potem stopniowo używałem co raz jaśniejszych odcieni szarości, aż w końcu najchętniej nie zdejmowałbym białego tła. Nie wiem, co będzie za kolejnych dziewięć lat – wszak tła jaśniejszego od bieli nie da się uzyskać.
Wraz z tłem zmieniało się też oświetlenie. Od postaci ukrytych niemal zupełnie w cieniu, po których krawędziach ślizgało się tylko delikatne światło, do mocno rozświetlonych ostrym światłem twarzy. Ilość światła się zwiększała, jednocześnie jednak malała ilość używanych lamp. Teraz najczęściej używam jednej. Albo nawet samego słońca i blend. W studio jeszcze zdarza się oświetlić tło osobna lampą. Do zmniejszania ilości używanych podczas sesji lamp przyznaje się z resztą wielu fotografów. I nie jest to wcale kwestia lenistwa (no, prawie), lampy i tak targa na miejsce asystent.
Trochę jednak mnie kusi, żeby do tych cieni (na czas zimy?) wrócić.
10 stycznia 2011
Może więcej półtonów.
Dzięki, KH!
18 grudnia 2010
Ten post zapowiada zmiany. Obstawiam, że kolejnym krokiem będą eksperymenty z barwami albo dotychczasowy cykl zatoczy koło i powróci w nowej , doskonalszej formie
12 grudnia 2010
piękne są te akty !!!!!!! szczególnie zdjęcie główne
Pozdrawiam.